Relacja z down hill’owych wakacji 2008
Gdzie: Węgierska Górka (klik) województwo Śląskie, Beskid Śląski
Kiedy: Wrzesień 2008 ( tydzień pobytu, milion przygód, emocji, wspomnień)
Postój: Hata wuja Stasia
Po co? – Żeby jechać w dół … szybko.
SERVICE KIT + FIRST AID KIT ( dziękuję Agacie za dbałość o szczegóły
)
Rozgrzewka
Author nie wytrzymał pierwszej próby sił i “popuścił” łańcuch. Wszystko przez power ride’a
Pokaż się tu …
Świętojebliwy
Małe zło …
Drzewiec
Większe zło…
Marcin już chce do mamy
Like Rocky Balboa!
Szczyt nr 1. Hala Boracza (wys. 854 m.n.p.m.) Widoczność do 50 m . . . ku naszemu niezadowoleniu
Mimo, że było przeraźliwie zimno zwierzęta schroniskowe (był jeszcze pies który wyłonił się z mgły i śmiertelnie nas przeraził swoją obecnością) nic sobie z tego nie robiły. Witały się i nawet smakowała im czekolada
Po osiągnięciu szczytu przyszedł czas na zjazd. Po 10 min wjechaliśmy w mroczny las i gdyby pojawiły się wrony to bym sądził, że jestem w horrorze. . .
Błocenie …
DUUUŻE ZŁO – ból nadgarstków, błoto w zębach, amorek non-stop dobity, szprychy kilka razy na sec przyjmowały ciosy od kamieni wielkości jaja strusiego ale … ale fajnie
No i przecenił swoje możliwości
Marcin – “Yy yyy ja leżałem ??? Gdzieżby znowu”
( a otrzepuje sobie z ramienia tylko wodę … )
I said – JUMP!
Zielony szlak od Milówki przez Halę Boraczą do Ciśćca zaliczony. Wskazania licznika : 27 km ( mało bo malo ale nie to się dla nas najbardziej liczyło )
… i pod karchera przygotować się do następnego przejazdu (czyszczenie, smarowanie, dokręcanie, pieszczenie)
Następna relacja wkrótce.






















